wtorek, 2 września 2014

Liście pamięci

I kiedy szedłem po raz pierwszy po Michałka, odebrać go ze szkoły, panowała iście jesienna pogoda. Deszcz od kilku dni wirował nad głowami, a dziś opuszczał ostatnie krople, które niby zabłąkane znajdowały prostą ale nieuchronną ścieżkę na parasole i głowy przechodniów. Mijały mnie akurat dwie starsze kobiety. Niosły kolorowe, zbyt kolorowe jak na ich wiek parasole. Czerwień i granat. Granat po prawej, czerwień po lewej. Dwie płachty błyszczącego od deszczu materiału. I chociaż były do siebie podobne z wyglądu nie łączyła ich raczej żadna bliższa znajomość.
- Mój syn - powiedziała ta idąca z prawej strony, głosem jakim tłumaczy się cudzoziemcom słowa których i tak się nie zna w obcym języku.



Idąca obok milczała. Najwyraźniej nie rozumiejąc ani słowa. Ku mojemu zdziwieniu, kobieta z granatowym parasolem, dokonała niebywałego wyczynu lingwistycznego. Zdziwiło mnie to tym bardziej, że to raczej od cudzoziemców oczekuje się przejścia na lingua franca, a nie od endemicznych mieszkańców, którzy słyną raczej z niechęci i oporu do nauki języków obcych.Widząc więc zakłopotanie na twarzy przybyszki, kobieta zdobyła się na wysiłek, oczyszczając zaśniedziałą zapewne znajomość angielskiego.
- My baby - Nie pozostało jej nic innego jak tylko popaść w to uproszczenie, które jednak okazało się na tyle skuteczne, że w rozmówczyni wywołało wybuch ulgi zrozumienia.
- Ach, ja!

Te dwa słowa, zdradzały pochodzenie tajemniczej kobiety. Za parasolami szedł posłusznie ale nieco znudzony towarzysz czy mąż Niemki. To jemu przypadła niewdzięczna rola tragarza i chaperona. Wyłonił się też domniemany powód przybycia tej pary spacerującej w jesiennym deszczu. Pamięć o synu, lub jeszcze kimś innym była powodem ich przyjazdu. Musiała wcześniej zakiełkować w ich sercach, potem dojrzewając nie dawała o sobie zapomnieć. A teraz wydając owoce w postaci podróży do miejsca wydarzeń z lat młodzieńczych, opadała na ziemię niczym zielono-zółty liść pamięci z którego czas nie zdążył jeszcze całkowicie zetrzeć kolorów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz